poniedziałek, 7 grudnia 2015

Druga niedziela adwentu


Zapaliliśmy drugą świecę, w kalendarzu przybywa odkrytych okienek, do Świąt coraz bliżej ...



Tak było na początku




poniedziałek, 30 listopada 2015

Bluza

Wpadłam. Przepadłam. Po uszy. Dosłownie
Trwa to już ponad rok, może nawet dwa, a może i dłużej?
Co? Ano przerabianie wszystkiego co zbyteczne.
Zaczęło się od recyklingowych leginsów dla córeczki. Potem powstało kilka kolejnych par. Potem uszyłam pościel, czapeczkę, zmniejszyłam ulubiony sweter,  zwężyłam spodnie, aż w końcu chłopięcą bluzę przerobiłam na dziewczęcą:)
Najpierw wyglądało to tak:


Z wyrzuconej przez kuzynkę bluzki powstały leginsy, a z resztek wycięłam koła


Z kółek powstały kwiatki


Jeden ozdobił bluzę odziedziczoną po bratanku,


(Kwiatek ozdobiłam dodatkowo koralikami, naturalnie różowymi)


drugi powędrował na spinkę do włosów


Zatem komplet stanowi owa bluza, leginsy i spinka:)


i w końcu nastał czas, kiedy mogę prawie bezkarnie słuchać A. Andrusa i D. Miśkiewicz, bo latem synowie dziwnie na mnie patrzyli:)





niedziela, 8 listopada 2015

Czapka i komin w warkocze


Choróbska nas dopadły, więc i po letnich ubrankach te cieplejsze wyciągnęłam, ale w ubiegłą sobotę tak pięknie słońce świeciło, że wychodząc na podwórko założyłam córci lżejszą czapeczkę i komin. I dopiero na dworze zauważyłam, że za mały ten komplecik. I dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mimo, że to wiosenne udziergi to nie pokazywałam tutaj


W rzeczywistości czapeczka nie jest taka czubata, hehe malutka ma włosy w koczek uczesane, dlatego to tak odstaje. Na zdjęciach na płasko widać dokładnie kształt czapki i wzór. Robiąc komin skorzystałam ze wzoru Lorki, czapka to już moje dzieło. 


W tej chwili dziergam już kolejny komplecik, tak więc kolejny wpis będzie o podobnej tematyce:)

wtorek, 22 września 2015

Bransoletka z koralików



Powiadają do trzech razy sztuka
Niestety, nie zawsze. 
Zaczęło się od zauważenia bardzo ładnych bransoletek, potem zakupienia sobie takowej. Potem podziwiania, oglądania, planowania kupna kolejnej, kupna córeczce, bo też chciała taką jak mama i ... wertowania netu, na koniec stanęło ... na postanowieniu samodzielnego wydziergania:)
Bo przecież nanizać koraliki umiem, szydełkować też, nitki są, szydełka też, chęci duuużo, a i koraliki znalazły się. Recyklingowe, nierówne, różnobarwne, ale dla czterolatki w sam raz.
Najpierw sprułam ozdobne frędzelki koralikowe i wspólnie z córcią nawlekłyśmy koraliki na nitkę, heheh zwykłą nitkę, taką do szycia na maszynie;)


Potem pierwsza próba, prucie, druga próba i ponowna porażka, prucie. Za trzecim razem nawet dwa okrążenia koralików wyszły, ale co z tego skoro w trzecim okrążeniu z 6 oczek/koralików wyszło 8? Kolejne prucie.
Po kilku dniach olśniło mnie, nawlekłam inaczej koraliki, pierwsze 6 błękitne, kolejne 6 fioletowe, dalej różnokolorowo, bez zmian. Prawie się udało, przerobiłam nawet 4 okrążenia, ale ... nierówne to, nitka wyginała się, plątała, koraliki wpadały pod nią i wtedy doczytałam ... kordonek!
Przewlekłyśmy koraliki na kordonek, pierwsze dwie szóstki jednobarwne i ... do działa! Z niepewnością, powoli i ... udało się!


W dwa wieczory wydziergałam swoją pierwszą, koralikową bransoletkę. Jest na prawdę śliczna! Zamiast zapięcia zszyłam ją, bo tak łatwiej wkładać dziecku.
Córcia zachwycona. Przez pierwszy tydzień nie rozstawała się z nią nawet na minutę. Spanie, zabawy, mycie, kąpiele, wszystko i wszędzie w koralikach:)



Bransoletka robiona z 6 koralików w okrążeniu, jest delikatna i w przeciwieństwie do mojej z 12-stu miękka i lekko rozciągliwa



środa, 22 lipca 2015

Złodziej

Nadal złodzieja przebrzydłego u siebie goszczę. 
Nie pomagają ani generalne porządki połączone z przetrząsaniem zawartości wszystkich szaf, szuflad i półek, ani trzepanie dywanów, ani wietrzenie pościeli, ani wyjazdy z pozostawieniem pustej lodówki, ani skrupulatne planowanie dnia i rozliczanie się z każdej czynności, z każdej minuty, i ani upały, ani deszcze, ani mrozy nie pomogły mi pozbyć się owego, niechcianego lokatora. 
Wręcz stał się na tyle zuchwały, że jest ze mną wszędzie. Kończyło się lato myślałam przestraszy się zimna, słoty, odejdzie...


Niestety. Trwał przy mnie nadal. Mijała jesień, łudziłam się stale, ale on jak ten wierny towarzysz był i był...


Potem liczyłam na sen zimowy. Myślałam, zapadnie drań jeden w długi letarg, odpocznę od Niego, nadrobię zaległości, że w końcu zrobię to co zaplanuję, że kładąc się spać, rano wstanę wyspana,  w pracy zdążę wszystko zrobić, nie będę z językiem na brodzie biegać na przystanek, w domu zapanuje porządek, i gdy przyjdzie wolna sobota nie będę się dziwiła, że kolejne dwa tygodnie minęły, a chwilę później trzeba kartkę w kalendarzu zmieniać, bo kolejny miesiąc minął 


Jednak zima minęła, a On kurczowo uczepiony wiosnę ze mną witał. Bezradność mnie ogarnęła, bo tak chciałam w końcu wymienić to co zrobiłam, w domu, w ogrodzie i pracy, wymienić to jak bawiłam się z córcią, to co robiłam z synami, co przeczytałam, chociaż jaką zaczęłam czytać książkę, powiedzieć, że jakiś artykuł w prasie przeczytałam, że film obejrzałam, że spotkałam się ze znajomymi, że widziałam, że jednak coś się zmieniło w otoczeniu, że w końcu dom wykończony...


I kolejne lato nastało, i żadnych zmian nie odnotowuję, nie mogę się go pozbyć. Wrósł we mnie? Już zawsze u mnie będzie mieszkał? Zawsze mi będzie towarzyszył?

Więc może na koniec prośba do Niego: 
Złodzieju, oddaj mój czas!

i może dla Was propozycja:
chce Ktoś Go przygarnąć? 
Oddam za darmo:)
Zakładkę dorzucę
i suszu lawendy
i słoiczek dżemu
...
chce kto?

sobota, 17 stycznia 2015

SAL Уютный календарь cz. 12 - Декабрь

Wydawało mi się, że rok jest taaaki długi i ten SAL będzie trwał i trwał, tymczasem dostałam maila z ostatnim schematem do wyszycia. Długo zwlekałam z tym haftowaniem, bo jakoś listopad i grudzień namiętnie chorowaliśmy i to całą rodziną:( Wszyscy. Od najmniejszego do najstarszego domownika, a nawet babcię i dziadzia zaraziliśmy w święta:( Na szczęście w Nowy Rok dzieci weszły zdrowe, my z mężem kończąc antybiotyk i lepiej się czując:) Zwlekałam, ale wyszyłam jeszcze w starym roku;) Heheh  dziwnie ten mój grudzień wygląda porównując z oryginałem i pracami innych SALowiczek. Dlaczego? Bo len mam słabiutki. Nierówne nitki i w efekcie obrazek jest dwa razy szerszy niż być powinien. A wygląda tak:


I przyszedł 1 grudnia i w skrzynce brak maila od Iriny, i kolejne dni, i tygodnie, i styczeń się zaczął i jakoś dziwnie, że nic nie muszę:)
Wyciągnęłam zatem mój ubiegłoroczny już kalendarz i proszę ... ile się tego nazbierało, i jak różne te hafciki, i jak kolorowo:)


i jak Wam się podoba?


A tak to się zaczęło - klik. Na dole postu jest galeria wszystkich prac.
Irina, спасибо большое за удовольствие вместе. Cпасибо за SAL!!