niedziela, 31 lipca 2011

Myszszeczkuniowy SAL myszkowy





Wszyscy tu zaglądający pewnie zgodnie dziwią się i pukają w czoło co też tej Dendrobium przyszło do głowy? Tak, tak, tak! W ostatniej chwili, dużo po terminie dołączyłam do jakże licznego i zacnego grona wyszywającego wspólnie rezolutne myszki w ramach SAL. SAL zorganizowanego przez myszszeczkunię. TU więcej informacji. 



Czyż nie są rewelacyjne? Takie roześmiane, roztańczone:) Dlatego musiałam! Rozumiecie? 
Termin ostateczny ukończenia projektu - listopad 2011 r. :)))
Co 3 tygodnie trzeba wyszyć kolejną myszkę. 
Zaległe mam tylko - aż dwie. Czas się brać za robotę. Madeirę zamieniłam już na Anchor i DMC. Jeszcze muszę dokupić kanwę i  zaczynam!!! Oby dzidzia pozwoliła na to ... i przyszło olśnienie co potem z tym haftem począć;)

sobota, 30 lipca 2011

Różany wpis



Wracam do uzupełniania zaległości z czasów mojej nieobecności:). 
Otóż jakiś czas temu doczytałam, że nasz niezmordowany Moteczek  zorganizował kolejną wymiankę - Różaną Wymiankę. Gdzie indziej przeczytałam o wodzie różanej doskonałej na upały. Niedawno w grzebaku, hihi to nasza prywatna nazwa sklepów z odzieżą używaną, wygrzebałam śliczną sukienkę w róże. Pod oknem pokoju syna zakwitła pięknie róża. Cóż. Stwierdziłam, że temat różany mnie mocno prześladuje i ... wykorzystując swoje dzieci rodzone i tę ochrzczoną córcię zaopatrzyłam się w różane płatki. 
Płatki dzikiej róży:)



Cudnie pachniały. Zanim obeschły z rosy, nie tylko kuchnię, ale niemalże cały dom wypełnił różany aromat. A potem to już zamknęłam ten zapach w słoje i zimą przypomni mi lipcowe chwile ...



                            

poniedziałek, 25 lipca 2011

Radość przepleciona smutkiem

Ostatnio było radośnie, o darze, który dostałam,  a na który teraz czekam z niecierpliwością, z ciekawością, nadal ... z niedowierzaniem. 
Kilka dni temu cierpiąc na bezsenność ściągnęłam do łóżka laptopa męża. Zaczęłam czytać zaległe blogi i natknęłam się na wpis poświęcony Vivictori. Nie znałam osoby, ani Jej bloga. Jak już ich odkryłam, okazało się, że za późno ...



Zaczęłam czytać jej blog. Od końca, bo ani nazwa bloga, ani pasek boczny, ani odsyłacz do strony głównej, nie wyświetlały się. Jedynie  napisy"poprzedni" i "następny". Długo czytałam jej wpisy, podziwiałam jej różyczki, bransoletki, torby, torebki ... Płakałam i czytałam. Zmęczona zasnęłam koło 2-ej, a rano nie wstając z łóżka znów sięgnęłam od razu po laptop, po blog Gosi. O dziwo wszystko wyświetliło się i tym razem czaczęłam czytać od początku ... Znów się popłakałam. Dzielna z Niej była kobieta. Cudne rzeczy tworzyła Małgosia. Jaka wielka szkoda, że więcej już ich nie powstanie...
I chodzę od kilku dni, i myślę o Niej, o życiu, o przemijaniu
I nie mogłam o tym nie napisać...
Jej jest już lepiej, nie musi ścigać się z czasem, użerać z urzędami, myśleć o niezapłaconych rachunkach...
Anioły tez zadowolone, bo mieć taką torebkę uszytą przez ViViCTORIĘ każdy by chciał!!!
Wkleję tu kilka z nich. Wszystkie fotki pochodzą z JEJ bloga. 



I gdy ta rozmyślałam, smutno mi było, znów pojawiła się radość ... na innym blogu, u myszszeczkunii doczytałam się, że też spodziewa się maluszka. Cieszę się jej szczęściem, bo to kolejny dar... 
Ale czy tak nie powinno być? Czy tak nie jest? ...
 bo przecież życie przeplecione jest radością i smutkiem



niedziela, 17 lipca 2011

Dar z nieba




O tym miało nie być. 
Miało być robótkowo, kulinarnie, ogrodowo. 
Miało być anonimowo, bez uczuć, bez zwierzeń. 
Tak się nie da! Nie umiem. Zbyt wielkie to szczęście i radość:). 
Mam ochotę o tym mówić i pisać. 
Zbyt wielki to dar!
Dar z nieba.
Dar, który otrzymaliśmy, gdy już nie powinniśmy.
Dar, który uniemożliwił mi przez pewien czas, bycie z Wami.
Dar, który włoży tę sukienkę ...



Drugie wygrane Candy - Candy u Madziorka

  

Dosłownie z dnia na dzień stałam się po raz drugi Zwyciężczynią cichego Candy u Madziorka. Cichego, bo bez rozgłaszania, bez wklejania na blogach banerków, ale wśród prawdziwych fanek jej talentu. Wygraną miała być niespodzianka ( i na prawdę była). W ogóle wszystko było niespodzianką, bo i termin losowania i termin otrzymania prezentu:). Dostałam gazetkę Labores de Ana, której wcześniej nie znałam, a bardzo mi się spodobała, a zwłaszcza te propozycje:


oraz śliczną zakładkę i broszkę własnoręcznie wykonane przez Madzię.
Dziękuję za zabawę i prezenty!



czwartek, 7 lipca 2011

A potem była Komunia ...


Przygotowania do niej rozpoczęłam pod koniec lutego. Bałam się, że nie zdążę, że znów coś mi pokrzyżuje plany. Hhihi, jak w czasie Jarzębinowej Wymianki, gdy kończyłam haft z ręką w gipsie. I ... w sumie bardzo się nie pomyliłam;). Wieczór w wieczór przez pół godziny - godzinę haftowałam małe wzorki. Potem z miesiąc nie byłam w stanie ani siedzieć, ani leżeć, ani w głowie mi było cokolwiek z nimi robić. Na koniec zakupiłam papier wizytówkowy, dziurkacze ozdobne, naklejki i powstały zaproszenia komunijne. Cieszę się, że spotkały się z uznaniem wśród zaproszonych gości, że sami zadeklarowali zachować je na pamiątkę w albumach. Proszę oceńcie je sami: